A oto one-shot na przeprosin mam nadzieje że wam się spodoba (płakałam jak to pisałam XD)
Byłeś tylko chwilą, westchnieniem
żywota twojego cieniem...
Na placu panowała grobowa cisza. Co jakiś czas słychać było ciche westchnięcie żandarma. Znudzony zaczął się przechadzać w tą i z powrotem.
Kilka wron przeleciało, po czym wylądowało nieopodal. Jedna z nich wydała nieprzyjemny dla ucha skrzek.
Pośrodku wyznaczonego miejsca stało dwoje skutych ludzi. Wpatrywali się w niebo.
Mniejszy spojrzał ukradkiem na większego, ale po chwili jego wzrok znowu spoczął na bezchmurnym nieboskłonie. Zacisnął dłonie na tyle na, ile pozwalały mu zakute ręce.
Drugi, blondyn uśmiechnął się beznamiętnie.
- Levi... Przepraszam...
- Ale to nie twoja wina Erwin... - odparł sucho Kapral. - Nie twoja...
Kapitan a właściwie były nie drążył więcej tematu, bo i tak wiedział, że będzie to bezskuteczne. Przełknął ślinę. Jego wspomnienia swobodnie krążyły po umyśle. Pamiętał wspólnie spędzone chwile z Levim.
Te nocne rozmowy do rana.
Te namiętne poranki.
Masę spacerów na łąki.
...tylko wspomnienie zostawiłeś
wiem, naprawdę tu byłeś....
Wszystko wydawało się tak odległe jakby było to kilkanaście lat temu. Lecz minął ledwie tydzień.
Chwilę potem na miejsce dotarł Nile Dok. Surowy wyraz twarzy wykazywał, że dziś nie dopisywał mu humor. Stukot jego butów rozlegał się co jakiś czas na placu. Stanął obok swojego podwładnego i podiął z, nim rozmowę.
- Levi wiesz, że to mogą być nasze ostanie wspólne chwilę... - szepnął Erwin na tyle cicho aby Kapitan Żandarmów nie usłyszał go.
- Tch... Zamknij się Erwin... - jak zawsze grobowa mina Leviego I w tym momencie nie zmieniła swojego wyrazu.
Kapralowi było niewygodnie. Już od godziny stali w niemiłosiernym skwarze. Pot spływał mu po plecach a kosmyki włosów przylepiały się do spoconego czoła. Wiedział też, że nie pachnie za dobrze. Zresztą Erwin był w nielepszym stanie.
Przecież spędzili cały tydzień w lochach. Bez dostępu do bieżącej wody i czystych ubrań. Jedynie co dostawali to wodę do picia i jedzenie, ale jednak bądź co bądź w ograniczonych porcjach.
Nie mieli wspólnej celi. Były one na przeciw siebie. Tak aby jeszcze bardziej cierpieli. Wtedy też pierwszy raz Levi uronił łzę. Nie mógł znieść myśli, że już za kilka dni to wszystko zostanie zakończone.
W nocy prawie nie spał. Targały, nim tak silne emocje, że nie portrafił wytrzymać tego wszystkiego.
- Levi? - zaczął Erwin.
- Czego? - odburknął.
- Płaczesz?
Kapral się zawahał. Nie wiedział co powiedzieć. Zerknął kątem oka z pryczy na kochanka. Zacisnął usta i oczy. Musiał to zahamować.
- Nie. - skłamał sucho.
- Heh... - zaśmiał się gorzko Erwin – Kłamiesz... - przekręcił się na drugi bok
Wspomnienie to uderzyło w Leviego ze zdwojoną siłą. Wyciągnął rękę w górę, ale się zawahał. Chciał uścisnąć dłoń Erwina, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Lecz nie dane mu było go okłamywać
...lecz chwila ta zbyt krótka...
Powoli dookoła zaczęli się zbierać ludzie. Chcieli zobaczyć cóż za wydarzenie dzieje się blisko ich domów.
Gdy dostrzegli Kaprala i Kapitana w zbiorowisku przebiegł szmer. Zaskoczenie na twarzach malowało sie u każdego mieszkańca miasta. Niedowierzanie i strach przed najgorszym.
Przed Levim I Erwinem stała szubienica. Przygotowane dwa grube sznury kołysały się.
- Ponure zakończenie, nie Levi?
Levi puścił mimochodem tą uwagę. Wpatrywał się w Nile'a, który zmierzał w ich stronę.
Kapitan Żandarmów stanął na przeciw nich i odchrząknął
- Zgromadzenie to służy ogłoszeniu wyroku w sprawie zatajenia ważnych informacji o Tytanach prze byłego Kapitana Zwiadowców Erwina Smitha, a także byłego Kaprala Leviego Ackermana za dopuszczenie się czynu karalnego jakim jest współudział. Oskarżeni nie sprawiali problemów w doprowadzenie na miejsce rozprawy jak i wyroku. - na palcu zapanowała cisza. Po chwili Nile podiął dalej monolog – Macie prawo do ustaniego czynu.
Erwin odwrócił się do Leviego. Patrzył na mężczyznę ze ściśniętym sercem. Wiedział, że jest gotowy na karę.
W jednej chwili pochylił się nad, nim i złożył na jego ustach namiętny i długi pocałunek. Pragnął aby ta chwila trwała wiecznie. Już nigdy się nie skończyła.
Kapral nie wiedział co ma poczynić, więc najzwyczajniej oddał pocałunek. Z oczu popłynęły duże łzy. Nie chciał takiego losu. Co chwila kapały na drewniane podłoże
- Jestem, gotowy... - szepnął Levi – A ty?
- Ja też. - kiwnął Erwin I ruszyli ku miejscu, gdzie miała zostać wykonana kara.
...chwila, która żyła krótko
gdzieś uleciała w smutku...
Dwoje Żandarmów zawiesiło na szyjach kochanków sznury.
- Kocham cię Erwin.
- A ja ciebie Levi. - odszepnął były Kapitan bezgłośnie.
Mężczyzna stojący przy dźwigni od zapadni uruchomił ją.
Ostanie spotkanie oczu dwojga ludzi, którzy się kochali
Ostanie łzy wypłakane.
Odstani oddech.
Gdy ciała zawisły bezwładnie wrony odleciały przerywając cisze panującą w tłumie. Wzbiły się w niebo odlatując daleko.
...przepadłeś w nicość
