Muzyka :)

piątek, 27 marca 2015

One-Shot

A oto one-shot na przeprosin mam nadzieje że wam się spodoba (płakałam jak to pisałam XD)


Byłeś tylko chwilą, westchnieniem 
żywota twojego cieniem... 


   Na placu panowała grobowa cisza. Co jakiś czas słychać było ciche westchnięcie żandarma. Znudzony zaczął się przechadzać w tą i z powrotem.
   Kilka wron przeleciało, po czym wylądowało nieopodal. Jedna z nich wydała nieprzyjemny dla ucha skrzek.
   Pośrodku wyznaczonego miejsca stało dwoje skutych ludzi. Wpatrywali się w niebo.
   Mniejszy spojrzał ukradkiem na większego, ale po chwili jego wzrok znowu spoczął na bezchmurnym nieboskłonie. Zacisnął dłonie na tyle na, ile pozwalały mu zakute ręce.
   Drugi, blondyn uśmiechnął się beznamiętnie.
   - Levi... Przepraszam...
   - Ale to nie twoja wina Erwin... - odparł sucho Kapral. - Nie twoja...
    Kapitan a właściwie były nie drążył więcej tematu, bo i tak wiedział, że będzie to bezskuteczne. Przełknął ślinę. Jego wspomnienia swobodnie krążyły po umyśle. Pamiętał wspólnie spędzone chwile z Levim.
   Te nocne rozmowy do rana.
   Te namiętne poranki.
   Masę spacerów na łąki.

...tylko wspomnienie zostawiłeś 
wiem, naprawdę tu byłeś.... 

   Wszystko wydawało się tak odległe jakby było to kilkanaście lat temu. Lecz minął ledwie tydzień.
    Chwilę potem na miejsce dotarł Nile Dok. Surowy wyraz twarzy wykazywał, że dziś nie dopisywał mu humor. Stukot jego butów rozlegał się co jakiś czas na placu. Stanął obok swojego podwładnego i podiął z, nim rozmowę.
   - Levi wiesz, że to mogą być nasze ostanie wspólne chwilę... - szepnął Erwin na tyle cicho aby Kapitan Żandarmów nie usłyszał go.
   - Tch... Zamknij się Erwin... - jak zawsze grobowa mina Leviego I w tym momencie nie zmieniła swojego wyrazu.
   Kapralowi było niewygodnie. Już od godziny stali w niemiłosiernym skwarze. Pot spływał mu po plecach a kosmyki włosów przylepiały się do spoconego czoła. Wiedział też, że nie pachnie za dobrze. Zresztą Erwin był w nielepszym stanie.
   Przecież spędzili cały tydzień w lochach. Bez dostępu do bieżącej wody i czystych ubrań. Jedynie co dostawali to wodę do picia i jedzenie, ale jednak bądź co bądź w ograniczonych porcjach.
Nie mieli wspólnej celi. Były one na przeciw siebie. Tak aby jeszcze bardziej cierpieli. Wtedy też pierwszy raz Levi uronił łzę. Nie mógł znieść myśli, że już za kilka dni to wszystko zostanie zakończone.
   W nocy prawie nie spał. Targały, nim tak silne emocje, że nie portrafił wytrzymać tego wszystkiego.
   - Levi? - zaczął Erwin.
   - Czego? - odburknął.
   - Płaczesz?
   Kapral się zawahał. Nie wiedział co powiedzieć. Zerknął kątem oka z pryczy na kochanka. Zacisnął usta i oczy. Musiał to zahamować.
   - Nie. - skłamał sucho.
   - Heh... - zaśmiał się gorzko Erwin – Kłamiesz... - przekręcił się na drugi bok
   Wspomnienie to uderzyło w Leviego ze zdwojoną siłą. Wyciągnął rękę w górę, ale się zawahał. Chciał uścisnąć dłoń Erwina, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Lecz nie dane mu było go okłamywać

...lecz chwila ta zbyt krótka... 

   Powoli dookoła zaczęli się zbierać ludzie. Chcieli zobaczyć cóż za wydarzenie dzieje się blisko ich domów.
   Gdy dostrzegli Kaprala i Kapitana w zbiorowisku przebiegł szmer. Zaskoczenie na twarzach malowało sie u każdego mieszkańca miasta. Niedowierzanie i strach przed najgorszym.
   Przed Levim I Erwinem stała szubienica. Przygotowane dwa grube sznury kołysały się.
   - Ponure zakończenie, nie Levi?
Levi puścił mimochodem tą uwagę. Wpatrywał się w Nile'a, który zmierzał w ich stronę.
Kapitan Żandarmów stanął na przeciw nich i odchrząknął
   - Zgromadzenie to służy ogłoszeniu wyroku w sprawie zatajenia ważnych informacji o Tytanach prze byłego Kapitana Zwiadowców Erwina Smitha, a także byłego Kaprala Leviego Ackermana za dopuszczenie się czynu karalnego jakim jest współudział. Oskarżeni nie sprawiali problemów w doprowadzenie na miejsce rozprawy jak i wyroku. - na palcu zapanowała cisza. Po chwili Nile podiął dalej monolog – Macie prawo do ustaniego czynu.
   Erwin odwrócił się do Leviego. Patrzył na mężczyznę ze ściśniętym sercem. Wiedział, że jest gotowy na karę.
   W jednej chwili pochylił się nad, nim i złożył na jego ustach namiętny i długi pocałunek. Pragnął aby ta chwila trwała wiecznie. Już nigdy się nie skończyła.
Kapral nie wiedział co ma poczynić, więc najzwyczajniej oddał pocałunek. Z oczu popłynęły duże łzy. Nie chciał takiego losu. Co chwila kapały na drewniane podłoże
  - Jestem, gotowy... - szepnął Levi – A ty?
  - Ja też. - kiwnął Erwin I ruszyli ku miejscu, gdzie miała zostać wykonana kara.

...chwila, która żyła krótko 
gdzieś uleciała w smutku... 

   Dwoje Żandarmów zawiesiło na szyjach kochanków sznury.
   - Kocham cię Erwin.
   - A ja ciebie Levi. - odszepnął były Kapitan bezgłośnie.
   Mężczyzna stojący przy dźwigni od zapadni uruchomił ją.
   Ostanie spotkanie oczu dwojga ludzi, którzy się kochali
   Ostanie łzy wypłakane.
   Odstani oddech.
   Gdy ciała zawisły bezwładnie wrony odleciały przerywając cisze panującą w tłumie. Wzbiły się w niebo odlatując daleko.

...przepadłeś w nicość 
Zostawiłeś niespełnioną miłość. 

Jeden z Wielu cz.5

Po dość dłuuu...uuuuugiej przerwie powracam z kolejnym rozdziałem. Nie przedłużając już moich bezsensu wywodów zapraszam >..< (jako że mnie tak długo nie było postanowiłam wstawić jeszcze dziś one-shota)

    Przesunął po jego plecach delikatnie ręką.
   - Chcesz tego? - ponowił pytanie. Było bardziej stanowcze niż wcześniej.
    Levi zadygotał. Aż tak ciało go zdradzało. Zamknął oczy. Nie znał od takiej strony Kapitana.       Zawsze czuł do niego respekt. Nie wiedział czy słusznie.
    Z każdej strony słychać było grające świerszcze. Przyjemny dźwięk wypełniał przestrzeń. Natura powoli budziła się z zimowego snu. Zapach świeżej trawy wypełniał nozdrza obojga. Nieopodal zaczęły wyrastać przebiśniegi i krokusy.
   - E, ..Erwin nie wygaduj takich głupot. - zacisnął zęby czując jego ręce na swoich lędźwiach.     Było to dziwne doznanie, bo nikt nigdy go tam nie dotykał.
   - Głupot? - ewidentnie droczył się z, nim. Pochylił się i musnął jego szyje ciepłym oddechem.     Znowu poczuł jak reaguje. Chwilę potem ugryzł delikatnie kochanka w szyję.
    Levi nic nie mówiąc po prostu oddał się pieszczotą. Ach jak było mu dobrze w jego ramionach. Zapominał o troskach. Codziennych problemach.
    - Erwin? - szepnął
    - Słucham - szepnął do jego ucha delikatnie podgryzając chrząstkę.
    - Ch...chce... Te...go – wysapał. Nie potrafił mu odmówić. Nigdy. Pragnął aby i jemu było dobrze i Erwinowi.
     Słysząc to blondyn pchnął go na miękką trawę jak puch i zawisł nad, nim. Odgarnął delikatnie włosy ze spoconego czoła. Uśmiechnął się nieznacznie, po czym pocałował namiętnie. Nie chcąc czekać wsunął w jego usta język.
     W Levim aż się zagotowało. To uczucie. Jakby ktoś przykładał do ust rozpalony węgiel. Powoli stało się to przyjemniejsze chodź nadal paliło. Dotykał delikatnie karku Erwina. Chciał w takim razie więcej.
     Kapitan chwycił za jego koszule i niemal zdarł ją z niego razem z pasami i żabotem. Potem zabrał się za spodnie. Płynnymi ruchami zsuwał resztki ubrań.
     - A ty? Będę świecił przed tobą golizną? - na czole kaprala pojawiła się niewielka zmarszczka.      Wyglądało to uroczo.
     - Spokojnie. - zaśmiał się – A co chcesz przejąć inicjatywę?
     - Nie... - odburkną. Patrzył jak Erwin się rozbiera. Mięśnie blondyna poruszały się z każdym, przesunięciem. Był to niesamowity widok. Demonstrujący siłę kapitana. Kątem oka sprawdził czy żadne wścibskie oczy ich nie obserwują.
     - Levi jesteś tu niczego sobie – skinął głową na jego erekcję. Na ustach igrał grzeszny uśmiech.
     - Zamknij twarz Erwin. - warknął na niego i zasłonił poliki na których pojawiły się głębokie rumieniece.
     - Hoho... - zakrył uśmiech i złapał za jego członka, na co kapral zareagował jęknięciem. Powoli, acz delikatnie zaczął masować męskość Kaprala.
     - H..a.. - wydał niekontrolowany dźwięk. Lekko odchylił się do tyłu.
     Erwin złapał go pod udami i uniósł je tak aby mieć lepszy dostęp do jego krocza. Przyśpieszył ruch ręką. Drugą zaczął masować wejście.
     Co jakiś czas było słychać ciche jęki kaprala. Złapał Kapitana na wysokości ramion i uniósł się. Po jego plecach płynęły stróżki potu. Było mu na zmianę zimno i gorąco.
     - Wolniej... - szepnął do ucha większego.
     - A co, jeśli nie – ujął płatek ucha, Leviego i pociągnął mocno – Nie lubię się słuchać a zwłaszcza Ciebie. - dotknął nabrzmiałego sutka kaprala – Jakiś ty tu delikatny. Mmm...
     - W..wcale nie... - wysapał. Czuł jak duże dłonie wędrowały cały czas po jego ciele. Dotykał go raz tu raz tam. Robił malinki na szyi barkach i obojczykach.
Erwin po dłuższej chwili pieszczot wsunął powoli w niego jeden palec.
     - Levi rozluźnij się... Już... - chuchnął mu w małżowinę uszną. Czuł jak jego palec wchodził w kaprala gładziej. Poruszył, nim.
       Gdy był dostatecznie rozciągnięty a w sobie miał 3 palce zamienił je na swojego członka. Wszedł się w niego szybko niemal uderzając.
       Levi pisnął. Lecz został on zduszony namiętnym i mocnym pocałunkiem. Oddał go nie chcąc zostać dłużnym. Czuł że, Erwin poruszał się coraz szybciej i rytmiczniej sprawiając sobie i jemu przyjemność. Złapał go mocniej za ramiona, po czym przyparł do ziemi. Zaczął sapać i jęczeć do ucha kaprala co potęgowało doznania.
    - Kocham cię... Zawsze będę kochał. - szepnął do ucha bruneta. Wszedł jeszcze głębiej do granic możliwości. Podgryzał skórę na karku. - Moja miłość dozgonna... - przytulił go mocno do swojego ciała.
      Levi ujął jego policzki i spojrzał się w oczy tak niebieskie, jak morze, o którym, marzył od dziecka.
    - Nigdy się nie wypali... - dokończył Kapitan.
    - Nie mów tak. Przecież każdy z nas... nawet ja... - czuł się, jak debil. Jego uczucia niemal wypływały z niego
    - Levi ja ci nie pozwolę umrzeć. Oddam za ciebie życie.