Muzyka :)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Jeden z Wielu cz.1



     Poranne słońce wypełniło pokój jasną poświatą. Nastawał właśnie ranek. Jeden z wielu dni, gdy ludzkość wygrywała z tytanami.
     Z głową na biurku spał potężny mężczyzna z blond włosami. Jego grzywka niedbale opadała na czoło. Oddychał spokojnie. Na policzku zrobiła mu się wielka plama od tuszu wypływającego z przewróconego kałamarza.
     Do drzwi pokoju nastało pukanie. Kiedy, jednak nikt nie otworzył owy gość, postanowił wejść do pokoju. Zmierzając wzrokiem śpiącego, po wejściu, przestąpił z nogi na nogę. Podszedł odrobinę bliżej, ale nie za blisko.
     -Erwin... - odchrząknął, lekko się denerwując. Zbliżył się, bardziej — Erwin. - powiedział tak samo, ale z jawną irytacją.
     Patrzył na niego tym zimnym przerażającym wzrokiem. Jego wzrok popłynął ku stercie papierów. Złapał jeden miedzy chude palce i prześledził tekst.
     - Znowu skargi... - rzucił niedbale kawałek papieru i wytarł rękę, brudną z tuszu w swoją chusteczkę. Jednak on nie schodził. Zirytowany bardziej westchnął ciężko. Już wiedział, że ten dzień nie będzie jego najlepszym.
     -Erwin! - niemal, to wykrzyczał.
     Mężczyzna otworzył nagle oczy i poderwał się do góry. Wybełkotał coś o podatkach i potarł oczy. Kiedy zabrał ręce, ujrzał znajomą twarz, uśmiechnął się ciepło.
     - Levi co ty tu robisz o tak wczesnej porze? - układał na biurku tak, aby cokolwiek można było na, nim zrobić — Chcesz coś do picia?
     - Nie. - odparł zimnym tonem, lekko przymykając szare oczy. Przysunął krzesło stojące nieopodal i usiadł na, nim zakładając nogę na nogę.
     - To, co cię do mnie sprowadza? - Erwin wstał i przeciągnął się delikatnie. Był o wiele wyższy niż siedzący mężczyzna. - Hm?
     - Mam sprawę... - ciężko przeszło mu, to przez gardło. Nie lubił nikogo prosić o przysługi pomoc, a zwłaszcza pomoc. I zwłaszcza Erwina. Już chyba nic nie mogło być nic gorszego... Nie wróć... Pomoc świruski byłaby ponad jego nadludzkie siły.
     - Ohm.... Jaką, to Levi możesz mieć do mnie sprawę?
Siedzący na krześle przełknął ślinę. Nie wierzył, że to się dzieje. Wziął dziesięć wdechów i tyle samo wydechów.
     -Levi? Co jest? Co się dzieje? - w glosie Erwina było zmartwienie i troska. W końcu wziął go pod swoje skrzydła jakiś czas temu.
     Nagle kapral poderwał się do góry, zacisnął pięści. Otworzył usta, ale zamknął je tak samo szybko. Odwrócił się i wymaszerował z pokoju, jak najszybciej się dało.
     -Le...vi... - Erwin ruszył za nim — Levi! - nagle, stracił go z oczu. Znikł mu. Tak, po prostu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz