Muzyka :)

wtorek, 5 maja 2015

Mini Ereri XD

   W blasku słońca leżało dwoje ludzi. Patrzyli w niebo pełne gwiazd. Ich ręce splatały się w delikatnym uścisku.
   Eren spoglądał kątem oka na kaprala.
   - Coś się stało Yeager?
Eren został niemalże wyrwany z zamyślenia
   - A...e... n-nie Heichou.
   Levi wydał tylko niewyraźny pomruk i przekręcił się na drugi bok.
   Obydwoje leżeli na kocu. W powietrzu unosił się zapach świeżej trawy mieszającej się z kwiatami.
   Niedaleko nich latały piękne błękitne motyle mieniące się w słońcu. Przysiadały na kwiatach i spijały nektar.
   Eren wpatrywał się w Leviego. A kapral był tego świadomy.
   - Gapisz się na moje plecy? - zapytał ze spokojem.
   - Wiesz kapralu... Ja... - nagle wstał i jednym ruchem owinął go kocem. Obrócił ku sobie i popatrzył w jego oczy
   Kapral lekko już zdenerwowany, westchnął ciężko.
   - Czemu mnie zwijasz w kokon Yeager?
   - Bo wciąż wierzę kapralu, że przepoczwarzysz się w pięknego motyla.
THE END



(Ostanie dwa zdania nie są moje, wymyśliła to Kato-chan więc ja tylko napisałam do tego maluśkiego Shota xD) 

poniedziałek, 4 maja 2015

Gomene ;--;

Przepraszam was wszystkich. Bardzo. ;-; nie mam za bardzo obecnie warunków do wstawiania kolejnych rozdziałów. Popsuty laptop, utracone opowiadanie, brak internetu. Może cos mi sie uda niedługo wstawić. I będzie to shot świerzo napisany. Ereri (ta... mówi to ta która nienawidzi Ereri xD ale sie napaliła i wyszło magicznie *-*)

Jeszcze raz przepraszam T.T

piątek, 27 marca 2015

One-Shot

A oto one-shot na przeprosin mam nadzieje że wam się spodoba (płakałam jak to pisałam XD)


Byłeś tylko chwilą, westchnieniem 
żywota twojego cieniem... 


   Na placu panowała grobowa cisza. Co jakiś czas słychać było ciche westchnięcie żandarma. Znudzony zaczął się przechadzać w tą i z powrotem.
   Kilka wron przeleciało, po czym wylądowało nieopodal. Jedna z nich wydała nieprzyjemny dla ucha skrzek.
   Pośrodku wyznaczonego miejsca stało dwoje skutych ludzi. Wpatrywali się w niebo.
   Mniejszy spojrzał ukradkiem na większego, ale po chwili jego wzrok znowu spoczął na bezchmurnym nieboskłonie. Zacisnął dłonie na tyle na, ile pozwalały mu zakute ręce.
   Drugi, blondyn uśmiechnął się beznamiętnie.
   - Levi... Przepraszam...
   - Ale to nie twoja wina Erwin... - odparł sucho Kapral. - Nie twoja...
    Kapitan a właściwie były nie drążył więcej tematu, bo i tak wiedział, że będzie to bezskuteczne. Przełknął ślinę. Jego wspomnienia swobodnie krążyły po umyśle. Pamiętał wspólnie spędzone chwile z Levim.
   Te nocne rozmowy do rana.
   Te namiętne poranki.
   Masę spacerów na łąki.

...tylko wspomnienie zostawiłeś 
wiem, naprawdę tu byłeś.... 

   Wszystko wydawało się tak odległe jakby było to kilkanaście lat temu. Lecz minął ledwie tydzień.
    Chwilę potem na miejsce dotarł Nile Dok. Surowy wyraz twarzy wykazywał, że dziś nie dopisywał mu humor. Stukot jego butów rozlegał się co jakiś czas na placu. Stanął obok swojego podwładnego i podiął z, nim rozmowę.
   - Levi wiesz, że to mogą być nasze ostanie wspólne chwilę... - szepnął Erwin na tyle cicho aby Kapitan Żandarmów nie usłyszał go.
   - Tch... Zamknij się Erwin... - jak zawsze grobowa mina Leviego I w tym momencie nie zmieniła swojego wyrazu.
   Kapralowi było niewygodnie. Już od godziny stali w niemiłosiernym skwarze. Pot spływał mu po plecach a kosmyki włosów przylepiały się do spoconego czoła. Wiedział też, że nie pachnie za dobrze. Zresztą Erwin był w nielepszym stanie.
   Przecież spędzili cały tydzień w lochach. Bez dostępu do bieżącej wody i czystych ubrań. Jedynie co dostawali to wodę do picia i jedzenie, ale jednak bądź co bądź w ograniczonych porcjach.
Nie mieli wspólnej celi. Były one na przeciw siebie. Tak aby jeszcze bardziej cierpieli. Wtedy też pierwszy raz Levi uronił łzę. Nie mógł znieść myśli, że już za kilka dni to wszystko zostanie zakończone.
   W nocy prawie nie spał. Targały, nim tak silne emocje, że nie portrafił wytrzymać tego wszystkiego.
   - Levi? - zaczął Erwin.
   - Czego? - odburknął.
   - Płaczesz?
   Kapral się zawahał. Nie wiedział co powiedzieć. Zerknął kątem oka z pryczy na kochanka. Zacisnął usta i oczy. Musiał to zahamować.
   - Nie. - skłamał sucho.
   - Heh... - zaśmiał się gorzko Erwin – Kłamiesz... - przekręcił się na drugi bok
   Wspomnienie to uderzyło w Leviego ze zdwojoną siłą. Wyciągnął rękę w górę, ale się zawahał. Chciał uścisnąć dłoń Erwina, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Lecz nie dane mu było go okłamywać

...lecz chwila ta zbyt krótka... 

   Powoli dookoła zaczęli się zbierać ludzie. Chcieli zobaczyć cóż za wydarzenie dzieje się blisko ich domów.
   Gdy dostrzegli Kaprala i Kapitana w zbiorowisku przebiegł szmer. Zaskoczenie na twarzach malowało sie u każdego mieszkańca miasta. Niedowierzanie i strach przed najgorszym.
   Przed Levim I Erwinem stała szubienica. Przygotowane dwa grube sznury kołysały się.
   - Ponure zakończenie, nie Levi?
Levi puścił mimochodem tą uwagę. Wpatrywał się w Nile'a, który zmierzał w ich stronę.
Kapitan Żandarmów stanął na przeciw nich i odchrząknął
   - Zgromadzenie to służy ogłoszeniu wyroku w sprawie zatajenia ważnych informacji o Tytanach prze byłego Kapitana Zwiadowców Erwina Smitha, a także byłego Kaprala Leviego Ackermana za dopuszczenie się czynu karalnego jakim jest współudział. Oskarżeni nie sprawiali problemów w doprowadzenie na miejsce rozprawy jak i wyroku. - na palcu zapanowała cisza. Po chwili Nile podiął dalej monolog – Macie prawo do ustaniego czynu.
   Erwin odwrócił się do Leviego. Patrzył na mężczyznę ze ściśniętym sercem. Wiedział, że jest gotowy na karę.
   W jednej chwili pochylił się nad, nim i złożył na jego ustach namiętny i długi pocałunek. Pragnął aby ta chwila trwała wiecznie. Już nigdy się nie skończyła.
Kapral nie wiedział co ma poczynić, więc najzwyczajniej oddał pocałunek. Z oczu popłynęły duże łzy. Nie chciał takiego losu. Co chwila kapały na drewniane podłoże
  - Jestem, gotowy... - szepnął Levi – A ty?
  - Ja też. - kiwnął Erwin I ruszyli ku miejscu, gdzie miała zostać wykonana kara.

...chwila, która żyła krótko 
gdzieś uleciała w smutku... 

   Dwoje Żandarmów zawiesiło na szyjach kochanków sznury.
   - Kocham cię Erwin.
   - A ja ciebie Levi. - odszepnął były Kapitan bezgłośnie.
   Mężczyzna stojący przy dźwigni od zapadni uruchomił ją.
   Ostanie spotkanie oczu dwojga ludzi, którzy się kochali
   Ostanie łzy wypłakane.
   Odstani oddech.
   Gdy ciała zawisły bezwładnie wrony odleciały przerywając cisze panującą w tłumie. Wzbiły się w niebo odlatując daleko.

...przepadłeś w nicość 
Zostawiłeś niespełnioną miłość. 

Jeden z Wielu cz.5

Po dość dłuuu...uuuuugiej przerwie powracam z kolejnym rozdziałem. Nie przedłużając już moich bezsensu wywodów zapraszam >..< (jako że mnie tak długo nie było postanowiłam wstawić jeszcze dziś one-shota)

    Przesunął po jego plecach delikatnie ręką.
   - Chcesz tego? - ponowił pytanie. Było bardziej stanowcze niż wcześniej.
    Levi zadygotał. Aż tak ciało go zdradzało. Zamknął oczy. Nie znał od takiej strony Kapitana.       Zawsze czuł do niego respekt. Nie wiedział czy słusznie.
    Z każdej strony słychać było grające świerszcze. Przyjemny dźwięk wypełniał przestrzeń. Natura powoli budziła się z zimowego snu. Zapach świeżej trawy wypełniał nozdrza obojga. Nieopodal zaczęły wyrastać przebiśniegi i krokusy.
   - E, ..Erwin nie wygaduj takich głupot. - zacisnął zęby czując jego ręce na swoich lędźwiach.     Było to dziwne doznanie, bo nikt nigdy go tam nie dotykał.
   - Głupot? - ewidentnie droczył się z, nim. Pochylił się i musnął jego szyje ciepłym oddechem.     Znowu poczuł jak reaguje. Chwilę potem ugryzł delikatnie kochanka w szyję.
    Levi nic nie mówiąc po prostu oddał się pieszczotą. Ach jak było mu dobrze w jego ramionach. Zapominał o troskach. Codziennych problemach.
    - Erwin? - szepnął
    - Słucham - szepnął do jego ucha delikatnie podgryzając chrząstkę.
    - Ch...chce... Te...go – wysapał. Nie potrafił mu odmówić. Nigdy. Pragnął aby i jemu było dobrze i Erwinowi.
     Słysząc to blondyn pchnął go na miękką trawę jak puch i zawisł nad, nim. Odgarnął delikatnie włosy ze spoconego czoła. Uśmiechnął się nieznacznie, po czym pocałował namiętnie. Nie chcąc czekać wsunął w jego usta język.
     W Levim aż się zagotowało. To uczucie. Jakby ktoś przykładał do ust rozpalony węgiel. Powoli stało się to przyjemniejsze chodź nadal paliło. Dotykał delikatnie karku Erwina. Chciał w takim razie więcej.
     Kapitan chwycił za jego koszule i niemal zdarł ją z niego razem z pasami i żabotem. Potem zabrał się za spodnie. Płynnymi ruchami zsuwał resztki ubrań.
     - A ty? Będę świecił przed tobą golizną? - na czole kaprala pojawiła się niewielka zmarszczka.      Wyglądało to uroczo.
     - Spokojnie. - zaśmiał się – A co chcesz przejąć inicjatywę?
     - Nie... - odburkną. Patrzył jak Erwin się rozbiera. Mięśnie blondyna poruszały się z każdym, przesunięciem. Był to niesamowity widok. Demonstrujący siłę kapitana. Kątem oka sprawdził czy żadne wścibskie oczy ich nie obserwują.
     - Levi jesteś tu niczego sobie – skinął głową na jego erekcję. Na ustach igrał grzeszny uśmiech.
     - Zamknij twarz Erwin. - warknął na niego i zasłonił poliki na których pojawiły się głębokie rumieniece.
     - Hoho... - zakrył uśmiech i złapał za jego członka, na co kapral zareagował jęknięciem. Powoli, acz delikatnie zaczął masować męskość Kaprala.
     - H..a.. - wydał niekontrolowany dźwięk. Lekko odchylił się do tyłu.
     Erwin złapał go pod udami i uniósł je tak aby mieć lepszy dostęp do jego krocza. Przyśpieszył ruch ręką. Drugą zaczął masować wejście.
     Co jakiś czas było słychać ciche jęki kaprala. Złapał Kapitana na wysokości ramion i uniósł się. Po jego plecach płynęły stróżki potu. Było mu na zmianę zimno i gorąco.
     - Wolniej... - szepnął do ucha większego.
     - A co, jeśli nie – ujął płatek ucha, Leviego i pociągnął mocno – Nie lubię się słuchać a zwłaszcza Ciebie. - dotknął nabrzmiałego sutka kaprala – Jakiś ty tu delikatny. Mmm...
     - W..wcale nie... - wysapał. Czuł jak duże dłonie wędrowały cały czas po jego ciele. Dotykał go raz tu raz tam. Robił malinki na szyi barkach i obojczykach.
Erwin po dłuższej chwili pieszczot wsunął powoli w niego jeden palec.
     - Levi rozluźnij się... Już... - chuchnął mu w małżowinę uszną. Czuł jak jego palec wchodził w kaprala gładziej. Poruszył, nim.
       Gdy był dostatecznie rozciągnięty a w sobie miał 3 palce zamienił je na swojego członka. Wszedł się w niego szybko niemal uderzając.
       Levi pisnął. Lecz został on zduszony namiętnym i mocnym pocałunkiem. Oddał go nie chcąc zostać dłużnym. Czuł że, Erwin poruszał się coraz szybciej i rytmiczniej sprawiając sobie i jemu przyjemność. Złapał go mocniej za ramiona, po czym przyparł do ziemi. Zaczął sapać i jęczeć do ucha kaprala co potęgowało doznania.
    - Kocham cię... Zawsze będę kochał. - szepnął do ucha bruneta. Wszedł jeszcze głębiej do granic możliwości. Podgryzał skórę na karku. - Moja miłość dozgonna... - przytulił go mocno do swojego ciała.
      Levi ujął jego policzki i spojrzał się w oczy tak niebieskie, jak morze, o którym, marzył od dziecka.
    - Nigdy się nie wypali... - dokończył Kapitan.
    - Nie mów tak. Przecież każdy z nas... nawet ja... - czuł się, jak debil. Jego uczucia niemal wypływały z niego
    - Levi ja ci nie pozwolę umrzeć. Oddam za ciebie życie.

niedziela, 14 grudnia 2014

Jeden z wielu cz.4

Zapraszam na kolejną część <3

     Kiedy już ruszyli w drogę, Hanji nie mogła się opanować z radości i ekscytacji. Chciała jak najszybciej zobaczyć jakiegokolwiek tytana.
     Jednak Levi nie podzielał jej entuzjazmu. Jak zawsze z lodową miną jechał na swoim wierzchowcu. Rozglądał się za tytanem. Potem za Erwinem. Zlokalizował go i zagapił się na jego pięknie wyrzeźbione plecy. Pokręcił głową i wybił to sobie z niej. Nie czas myśleć o takich rzeczach.
     Wieczorem, kiedy się upewnili, że nie ma ani jednego tytana rozbili skromny obóz. Niczym się nie przejmując Levi, wstał i ruszył w stronę skarpy.
     - Tylko uważaj na siebie Levi. - spoglądała za nim lekko zmartwiony Erwin
     - Dobra. Będę. - machnął ręką lekceważąco i odszedł od obozowiska. Powolnym krokiem udał się na skarpę i przycupnął. Spoglądając w niebo, wspominał Isabel i Farlana. Musiało mu to zająć dłuższą chwilę, bo poczuł czyjąś rękę. Była to ręka Erwina.
     - Levi? Coś się stało? - spytał po raz kolejny Kapitan.
     - Nie skądże... Nic się nie dzieje.
     - Na pewno? - kontynuował, blondyn siadając obok.
Erwin nie usłyszał jednak od Leviego odpowiedzi. Już miał wstać, kiedy poczuł na swojej ręce, rękę bruneta.
     - Nie idź... - szepnął, na co Erwin przysunął się do niego lekko, a Levi zabrał dłoń.
Nie wierzył własnym uszom. To, co usłyszał... Levi go prosił.
     Podniósł wzrok, niby to patrząc w niebo, ale jednak spoglądał kątem oka na Leviego. Zdał sobie sprawę, że mu się podoba. Znowu. Jego twarz jak wyrzeźbiona z kamienia. Zimny, acz przepiękny wzrok. Chciałby widzieć go takiego, gdy dochodziłby dla niego. Jego usta, w które chciałby się wpić namiętnym pocałunkiem. Jego ciało, które pragnie cały czas dotykać.
     - Erwin, nad czym myślisz?
     Blondy wyrwany z marzeń, westchnął – Nad... niczym ważnym. Takie tam planowanie.
     - Kłamiesz...
      Nie potrafił temu zaprzeczyć. Lekko wyciągnął rękę i położył na dłoni Leviego. Zacisnął swoje duże i ciepłe palce na jego zimnych i małych. Próbował je ogrzać.
     Jednak po chwili mu to nie starczało. Przysunął się jeszcze bliżej. Aż dziwne, że kapral nie zareagował na to. Patrzył na horyzont, tak jakby go ignorując.
     Erwin nie dawał za wygraną. Chciał się dowiedzieć na, ile pozwoli mu brunet. Powoli wyciągnął rękę i przesunął po szyi mniejszego. Nic, a więc dłonią zawędrował na kark. Wzrokiem szukał twarzy Leviego. Miał zamknięte oczy. Uśmiechnął się lekko. Przybliżył swoje usta do jego karku i musnął je oddechem. Delikatnie i powoli, aby zdenerwować kaprala. Jednakże nadal nie reagował na to.
Jego druga dłoń powoli przejechał po jego żuchwie, obracając ją ku sobie. Wyczuł lekką reakcję. Dreszcz? Podniecenie? Bez dłuższego namysłu zbliżył się bardziej i złożył delikatny pocałunek.
     Levi nie wierzył w to, co się dzieje. Nie mógł się poruszyć, zaprotestować ani go odepchnąć. Chciał tego
     - E, ...er..w.. - wydyszał w jego usta.
     - Nie zaprzeczaj sobie — blondyn przerwał na chwilę pocałunek i przejechał delikatnie dłonią po jego policzku. - Chcesz tego?
     Znowu nie doczekał się odpowiedzi. A więc ponowił pocałunek. Tym razem z wzajemnością. Objął delikatnie Leviego, wciągając go na siebie....

piątek, 21 listopada 2014

Jeden z wielu cz.3

Gomene że tak mało ale jestem zmęczona. Jutro raczej nic nie napiszę ale w niedziele się postaram. Tak czy siak zapraszam ^^


     Kolejny dzień minął nie najlepiej. Złapał się kilka razy, że myślał, co robi Erwin. Niewyspany, z miną wściekłego kota, wszedł do salonu rozglądając się. Szczęście w nieszczęściu nikogo z rana tam nie było.
     Usiadł w spokoju na krześle i wyglądnął za okno na dwór. Zmarszczył czoło widząc Erena rozmawiającego z Dowódcą.
     -Tsk... Co oni znowu knują?
     Kiedyś nienawidził Erwina. Za wszystko, co stało się potem. Teraz darzył go odrobiną ufności i szanował jako swojego przełożonego. Nic więcej... Czy aby na pewno?
     Kilka razy myślał o Erwinie jako o swoim kochanku, ale od razu pokazywał mu obraz straszliwej nędzy, z jakiej on go wyciągnął, tego pogardliwego wzroku, że jednak on się nie nadaje na Kaprala, tych wyzwisk. Przecież to tylko szacunek, Levi. Tylko.
     Nie raz widział, że Erwin obserwuje go ukradkiem albo, gdy jadą obok siebie na koniach. Lecz, gdy tylko złapał go, na tym blond włosy odwracał głowę.
     Westchnął cicho w myśli i wstał po kilku minutach. Musiał się odstresować. Musiał coś wysprzątać.
     Skierował się szybkim krokiem do swoich komnat. Nagle wpadł na niego. Był to nie, kto inny jak Dowódca.
     -Erwin? Co... - zmarłszy brwi, widząc przybitego Erwina – Co jest?
Mężczyzna cicho westchnął, odwracając wzrok
     -No co jest? - zniecierpliwił się brunet.
     -Nie mamy... - pierwszy raz widział takiego Erwina. - Nie mamy wystarczająco kadetów. Jest ich niewiele. Wszyscy się boją wstąpić do wojska.
     Levi kiwnął głową na znak zrozumienia – Musisz ich zmusić Erwin.
     -Levi nie... Musimy znaleźć inne wyjście. Trzeba zorganizować wyprawę do miasta, wiosek i szukać nowych kadetów. Cały czas brakuje nam żołnierzy.
     -Rozumiem... - chciał zapytać się, po co rozmawiał z Erenem, ale ugryzł się w język. - Kiedy chcesz jechać i z kim?
     -Natychmiast. I z naszym odziałem.
     -Nie, nie zgadzam się. Nie pojadę nigdzie z Hanji.
     -Nie chce słyszeć żadnego sprzeciwu. To misja oficjalna, a nie niedzielny spacer. Rozumiesz?
     -Tak jest Erwin... - zacisnął pięści – Idę oporządzić konia – odwrócił się od niego
     -Levi! Poczekaj... - złapał go i odwrócił go ku sobie. - Wybacz mi. Nie chciałem takiego...
     Brunet pokręcił głową i odszedł.
     -Levi... Czemu mi to robisz? - westchnął cicho i potarł skroń – Hanji! - zawołał kobietę – Przygotuj się! Ruszamy niedługo!

wtorek, 18 listopada 2014

Jeden z wielu cz.2

(zamieszczone wspomnienia mogą się różnić ponieważ nie czytałam mangi Attack on Titan Levi Side Story: A Choice with No Regrets)

      Za Levim zatrzasnęły się drzwi jakiegoś pokoju. Stał tyłem do niego, opierając głowę o drewno. Wdychał zapach. Pachniało ono potem zmieszanym ze stęchłym drewnem. Zbrzydził się tym. Zacisnął ręce w pięści. Starał się zachować równowagę. Było trudno, ale już po chwili stał ze swoimi obojętnym zimnym wzrokiem. Jak mógł dać się ponieść emocją. Jak?!
     Odwrócił się do środka pokoju i ujrzał znajome pomieszczenie. To tu spędził pierwszą noc, kiedy zjawił się w kwaterze zwiadowców. Wtedy nikt mu nie ufał i każdy uznał, że tutaj spędzi pierwsze godziny. Wtedy tylko Erwin go bronił. Wszyscy patrzyli przez pryzmat szczura z podziemnego miasta. Gdyby nie on nigdy, by nie został Kapralem.
     Patrzył na stare łózko, które do niego kiedyś należało. Nie rozumiał, dlaczego Erwin to wszystko tutaj trzymał. Dlaczego się tego nie pozbył? Najchętniej wziął, by to teraz i spalił w diabły.
     Jego wzrok prześlizgnął się na szafę. Zmrużył oczy i ruszył tam powoli, bojąc się, co tam zobaczy. Gdy już stał naprzeciw szafy, ujął delikatnie gałkę i pociągnął ku sobie. Mebel nie ustąpił po pierwszym razie, ale po trzecim skrzypnął i otworzył się.
     W owym meblu znajdowały się jego ubrania. Stare. Te, co miał na sobie, gdy tutaj się znalazł. Wyciągnął powoli rękę, ale zatrzymał ją. Po chwili jednak pochwycił materiał i ścisnął go. Był szorstki. Przełknął ślinę. Z oddali słychać było wołanie Erwina. Raczej nie będzie go tutaj szukał. Chyba.
    Oglądał materiał jak, gdyby był na wagę złota. Obudziły się w nim dawne wspomnienia. Isabel. Farlan. Czy można było nazwać to wspomnieniami? Jego przyjaciele. Pierwsze spotkanie z Erwinem. Podziemne miasto. Kwatera Żandarmerii. Ten wzrok. Brak zaufania. Nagle trzasnął drzwiami i odsunął się gwałtownie od szafy.
     Oddychał bardzo szybko. Pokręcił głową i skierował się do wyjścia. Złapał za klamkę i nacisnął. Uchylił odrobinę drzwi i rozglądnął się czy nikogo nie było. A nie było. Wyszedł i skierował się na dół do stołówki. Musiał się koniecznie czegoś napić.
     Kiedy kroczył w stronę jadalni. Nagle coś zaszło go od tyłu i wrzasnęło. Ten znajomy krzyk.
     - Świrusko... - warknął i strzepnął jej dłoń ze swojego ramienia.
     - Levi co tu robisz Taaak wcześnie. Nie powinieneś słodko spać i zabijać tytanów?
     Kapral na to nie odpowiedział, ignorując głupią uwagę.
     - A moooooże chciałeś coś posprzątać? Pomóc ci Levi? Proszę, powiedz, że tak!
     - Nie... - odpowiedział swoim jakże lodowym tonem głosu. Ruszył ponownie, mając nadzieje, że owa kobieta się od niego odczepi.
     - Leeeeeeeevi!! - ruszyła za nim — Nie zostawiaj mnie tak!!
     Zacisnął pięści — Po co za mną leziesz?
     - Aaa co mam robić Erwin nie pozwala mi samej wyruszyć za mur, a więc się nudzę.
     - To idź, baw się ze swoimi Tytanami albo pokrój Erena... - dla niego ten dzieciuch nic nie znaczył. Mógł nawet zdechnąć.
     - Nieee mogę, Erwin mi zabronił.
     Westchnął ciężko.
     Doszli po chwili oboje do jadalni. Wziął filiżankę i nalał sobie parującego napoju. Upił łyk i poczuł gorzki smak kawy.
     Kto to parzył — pomyślał w myśli i napił się kolejny łyk.
     - Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! - wrzeszczała Hanji.
Siedział z założonymi rękami. Ignorował kompletnie kobietę.
     - Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! - złapała go za ramie i zaczęła, nim trząść.
     Jednak on wstał i ruszył do pokoju. Hanji nie dawała mu za wygraną.
     Gdy już miała wejść do jego komnaty, zatrząsnął jej drzwi przed nosem i zamknął na zamek od środka.
     Usiadł powoli na fotelu i założył nogę na nogę. Upijał kolejne łyki kawy. Tak gorzkiej, jak jego emocje. Zamknął powoli oczy.
     Co chwila nasłuchiwał czy czasami wariatka nie siedzi przed drzwiami. Jego emocje mieszały się w złość? Nie. Żal? Też nie.... To, co to było? A może smutek? NIE! Jego umysł sam zaprzeczał. Toczył walkę. Gdyby teraz miał opisać swoje uczucie, było, by one niemal takie samo jak przy śmierci jego przyjaciół. Nie płakał z tego powodu. Gdyby miał płakać, nie starczyłoby mu łez na tyle ludzi, ile już oddało życie w walce o przetrwanie.
     Trzymając kubek, zasnął w wielkim wyścielanym fotelu, męczony przez koszmary felernego dnia.