(zamieszczone wspomnienia mogą się różnić ponieważ nie czytałam mangi Attack on Titan Levi Side Story: A Choice with No Regrets)
Odwrócił się do środka pokoju i ujrzał znajome pomieszczenie. To tu spędził pierwszą noc, kiedy zjawił się w kwaterze zwiadowców. Wtedy nikt mu nie ufał i każdy uznał, że tutaj spędzi pierwsze godziny. Wtedy tylko Erwin go bronił. Wszyscy patrzyli przez pryzmat szczura z podziemnego miasta. Gdyby nie on nigdy, by nie został Kapralem.
Patrzył na stare łózko, które do niego kiedyś należało. Nie rozumiał, dlaczego Erwin to wszystko tutaj trzymał. Dlaczego się tego nie pozbył? Najchętniej wziął, by to teraz i spalił w diabły.
Jego wzrok prześlizgnął się na szafę. Zmrużył oczy i ruszył tam powoli, bojąc się, co tam zobaczy. Gdy już stał naprzeciw szafy, ujął delikatnie gałkę i pociągnął ku sobie. Mebel nie ustąpił po pierwszym razie, ale po trzecim skrzypnął i otworzył się.
W owym meblu znajdowały się jego ubrania. Stare. Te, co miał na sobie, gdy tutaj się znalazł. Wyciągnął powoli rękę, ale zatrzymał ją. Po chwili jednak pochwycił materiał i ścisnął go. Był szorstki. Przełknął ślinę. Z oddali słychać było wołanie Erwina. Raczej nie będzie go tutaj szukał. Chyba.
Oglądał materiał jak, gdyby był na wagę złota. Obudziły się w nim dawne wspomnienia. Isabel. Farlan. Czy można było nazwać to wspomnieniami? Jego przyjaciele. Pierwsze spotkanie z Erwinem. Podziemne miasto. Kwatera Żandarmerii. Ten wzrok. Brak zaufania. Nagle trzasnął drzwiami i odsunął się gwałtownie od szafy.
Oddychał bardzo szybko. Pokręcił głową i skierował się do wyjścia. Złapał za klamkę i nacisnął. Uchylił odrobinę drzwi i rozglądnął się czy nikogo nie było. A nie było. Wyszedł i skierował się na dół do stołówki. Musiał się koniecznie czegoś napić.
Kiedy kroczył w stronę jadalni. Nagle coś zaszło go od tyłu i wrzasnęło. Ten znajomy krzyk.
- Świrusko... - warknął i strzepnął jej dłoń ze swojego ramienia.
- Levi co tu robisz Taaak wcześnie. Nie powinieneś słodko spać i zabijać tytanów?
Kapral na to nie odpowiedział, ignorując głupią uwagę.
- A moooooże chciałeś coś posprzątać? Pomóc ci Levi? Proszę, powiedz, że tak!
- Nie... - odpowiedział swoim jakże lodowym tonem głosu. Ruszył ponownie, mając nadzieje, że owa kobieta się od niego odczepi.
- Leeeeeeeevi!! - ruszyła za nim — Nie zostawiaj mnie tak!!
Zacisnął pięści — Po co za mną leziesz?
- Aaa co mam robić Erwin nie pozwala mi samej wyruszyć za mur, a więc się nudzę.
- To idź, baw się ze swoimi Tytanami albo pokrój Erena... - dla niego ten dzieciuch nic nie znaczył. Mógł nawet zdechnąć.
- Nieee mogę, Erwin mi zabronił.
Westchnął ciężko.
Doszli po chwili oboje do jadalni. Wziął filiżankę i nalał sobie parującego napoju. Upił łyk i poczuł gorzki smak kawy.
Kto to parzył — pomyślał w myśli i napił się kolejny łyk.
- Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! - wrzeszczała Hanji.
Siedział z założonymi rękami. Ignorował kompletnie kobietę.
- Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! Levi! - złapała go za ramie i zaczęła, nim trząść.
Jednak on wstał i ruszył do pokoju. Hanji nie dawała mu za wygraną.
Gdy już miała wejść do jego komnaty, zatrząsnął jej drzwi przed nosem i zamknął na zamek od środka.
Usiadł powoli na fotelu i założył nogę na nogę. Upijał kolejne łyki kawy. Tak gorzkiej, jak jego emocje. Zamknął powoli oczy.
Co chwila nasłuchiwał czy czasami wariatka nie siedzi przed drzwiami. Jego emocje mieszały się w złość? Nie. Żal? Też nie.... To, co to było? A może smutek? NIE! Jego umysł sam zaprzeczał. Toczył walkę. Gdyby teraz miał opisać swoje uczucie, było, by one niemal takie samo jak przy śmierci jego przyjaciół. Nie płakał z tego powodu. Gdyby miał płakać, nie starczyłoby mu łez na tyle ludzi, ile już oddało życie w walce o przetrwanie.
Trzymając kubek, zasnął w wielkim wyścielanym fotelu, męczony przez koszmary felernego dnia.
Ciekawe ciekawe :3
OdpowiedzUsuń