Muzyka :)

niedziela, 28 czerwca 2015

Eren

Nie wiem co to w sumie jest... Kawałek pomieszanych myśli? Chyba tak.

Jest to myśl Erena. (po wczorajszym Watconie widziałam za dużo XD)

Także zapraszam :) (pisane przy https://www.youtube.com/watch?v=tTJnd67Sfvk swoją drogą polecam zespół. Uwielbiam. )

Kolejne ślady! 
To boli, cholera! 
Krew spływa po rękach. Już kolejny raz nadzieja Ludzkości. 
Więcej siniaków. 
Nie mogę zawieść.
Nigdy! 
Służę Wolności! 


piątek, 26 czerwca 2015

No Regrets

Nie wiem czy może to się wam spodobać więc wstawiam tylko kawałek. Ale to jest takie straszne ;-------; Wiem że krótkie ale nie wiem jak się za to zabrać, szczerze. Muszę się wkręcić. Piszcie w komentarzach jeśli chcecie dalej poczytać w takiej formie No Regrets. Bo ja nie wiem ;-;

Nie zdawałem sobie sprawy, że ucieczka przed nim może być tak męcząca. Oglądnął się za siebie. Przed oczami migały mi balkony i jednostki ludzi. Nie dziwiło ich to, że leciałem nad ich głowami, Prychnąłem cicho.

Odwracając głowę, wpadłem, przez okno do pokoju i przeleciałem przez zniszczony pomieszczenie. Obrzydliwie tam śmierdziało. Aż z tego powodu zakręciło mi się w głowie.  Chwilę potem znalazłem się po drugiej stronie uliczki. Nabrałem powietrza w płuca. Ulga od smrodu była taka jak cotygodniowa kąpiel w wodzie z rynny.  

Pod sobą zobaczyłem jednego ze zwiadowców. Zdziwiłem się, i to dosyć mocno. Przeciąłem mu drogę i oglądnąłem się znowu za siebie.

Nie dawałem za wygraną. Nadal szybowałem w powietrzu. Skupiłem wzrok na jednym jedynym celu.

W pewnej chwili poczułem, jak coś, wali mi się na plecy. To znowu ten pieprzony zwiadowca! Niemal pchnął mnie na stojące na wozie skrzynki.

Upadłem na głowę, co za skutkowało, chwilowym bólem. Moja intuicją nie pozwoliła mi tak pozostać. Wyjąłem nóż zza pazuchy i zaatakowałem. Z ręki blond mężczyzny wypadł jeden miecz.
Ponowiłem atak. Zostałem zablokowany przez drugiego, równie wielkiego mężczyznę.
Jego oczy... Niebieskie niczym poranne morze. Ten wzrok. Tonąłem w nim.

Jego walka była zdecydowana. Przez to, że był, o wiele silniejszy i większy, zablokował mnie.
Jeden nie odrywał wzroku od drugiego.

- Przestań. - powiedział z powagą blondyn. - Rozejrzyj się.

Zobaczyłem ich. Związanych. Isabel się szarpała. Farlan stał, zamyślony. Trochę nieobecny.

- Puszczaj zdziro! Kurde no! - wrzasnęła.

- Levi! - rym razem Church krzyknął.

Mój wzrok powrócił do zwiadowcy. Byłem wściekły. Jak on mógł?! Jednakże odpuściłem mu. Z mojej ręki wyślizgnęła się broń i spadła na ziemie.

Tym samym mężczyzna puścił moje nadgarstki.

- Szybko oceniasz sytuację — powiedział już z opanowaniem.

Nadal patrzyłem na niego zimnym wzrokiem.

[C.N.D.]

czwartek, 25 czerwca 2015

One Shot Eruri 4

Smutno mi jak to pisałam. Bardzo. Zapraszam na kolejny shot.
Spoglądał na niego z oddali. Uwielbiał na niego patrzeć. Z rana, kiedy popijał gorzką kawę. Na samą myśl wykrzywiał twarz.

Kochał jego zapach. Zaciągał się nim każdego poranka. Był dla niego jak narkotyk.

Jego skóra, miękka jak jedwab, dotykał go każdego nocy. Czasami parzyła jak rozgrzany węgiel. A czasami przynosiła ulgę.

Ten sam niezmienny wyraz twarzy od tylu lat przyprawiał o ciarki. Zimne oczy. Lodowy wzrok. Chciał go ogrzać, ale nie dał rady.

Już nigdy więcej. Kapral Ackerman odszedł na zawsze. Pozostawił tylko pustkę i martwe ciało.

niedziela, 7 czerwca 2015

One Shot Eruri 3


Mam jakiegoś doła... Cóż... Przynajmniej wena jest ;-; 



Patrzyłem jak łza spływa po policzku Kaprala.
Te krótkie chwile. Miały tak szybko minąć?
Czy to już koniec?
Czy nadeszła ostania godzina?
Mamy się rozstać?
Czy żyć w tej pełnej bólu więzi?


Erwin Smith










sobota, 6 czerwca 2015

One Shot Eruri 2

Czemu by nie napisać kolejnego One Shota. A więc bez zbędnego gadania zapraszam. 


Blond mężczyzna patrzył z niedowierzaniem w oczach.
Nie potrafił opanować gorzkich łez.
Zacisnął dłonie na mieczach.
Ten ból.
I nagła pustka.
Wszystko się skończyło.
Głowa kaprala potoczyła się po polu walki. 
Jedyna nadzieja ludzkości na zawsze pozostanie w Jego sercu.


piątek, 5 czerwca 2015

Jeden z Wielu cz.6

Nie mam na nic czasu, nawet na pisanie. To przykre.

Erwin wpatrywał się w niego dość długo. Jednak nie doczekał się odpowiedzi. Odetchnął głęboko i dokończył to zaczął wcześniej z Levim. Po czym udał się na spoczynek.

Levi w nocy nie mógł zasnąć. Wpatrywał się beznamiętnie w plecy Kapitana. Każdy mięsień rysował się pod skórą. Każdy nawet najmniejszy ruch majestatycznie nimi poruszał.

Przetarł zmęczone oczy. Jednak sen nie nadchodził. Z oddali słyszał dziwne szmery. Skierował wzrok w tamtą stronę. Były to tylko konie.

Usiadł i postanowił chociaż się do czegoś przydać. Zaczął pilnować ich niewielkiego obozu.

Kilka godzin później byli już w połowie drogi do pierwszej wioski. Nim do niej wkroczyli zatrzymali się na pagórku i zjedli posiłek. Marny, bo składał się z suszonego mięsa, czerstwego chleba i wody.

Levi, zresztą jak często jadł w ciszy. To, co wydarzyło się wcześniej... Na samą myśl jego policzki przybierały kolor purpury. Wziął 10 wydechów i otworzył, wcześniej zamknięte oczy.

Rozglądnął się uważnie. Wzrok po chwili zawiesił się na horyzoncie. Patrzył na wschodzące słońce.

Chwilę tę przerwała mu Hanji. Niemal wrzasnęła mu do uszu

- Kurduplu! W co się tak wpatrujesz?

- Nie twój zasrany interes wariatko. – Uniósł się i wyprostował zdrętwiałe mięśnie.

- A właśnie, że mój... Jedziemy na tym samym wozie!

- Ohh... Przykro mi, ale mój zmienił nieoczekiwanie kierunek. – Ruszył się z miejsca tak, aby kobieta nie zdążyła odpowiedzieć.

Erwin obserwował wszystko z boku. Rozmasował bolące skronie i skinął na Hanji. Podążył za Levim prowadząc konia.

***

Wioska, jaką mieli odwiedzić to wznosząca się niedaleko dystryktu Hermina, niewielka osada. Jednak nadzieja pozostawała, że znajdą tam potrzebnych żołnierzy.

Kilka domów, tych pierwszych było opuszczonych. Jednak te dalsze, zamieszkane były w lepszym stanie. Nie odpadała z dachu dachówka. Ściany jako tako w całości. A z kominów unosił się dym. W końcu zbliżała się jesień.

Hanji wbiegła przez pole wprost na pierwsze domostwa. Kilka kur i kogutów rozbiegło się po całym terenie. Nie było ich wiele ale zdolne były chodź trochę wyżywić mieszkańców.
Z oddali było słychać szczekanie psów. Alarmowały swoich właścicieli że mają niespodziewanych gości.

Jak na ostanie dni lata nadal było ciepło, na drzewach w pełni rozkwitu przeróżne kwiaty witały ich swoim zapachem,. Wszystko tak spokojnie wyglądało. Z oddali słychać było szum wody.
Levi szedł nie daleko Hanji. Obserwował ją uważnie aby nie zrobiła nic głupiego. Położył ręce na mieczach w gotowości.

Po chwili już byli w połowie drogi. Naprzeciw wychodzili im ludzie ciekawi co się dzieje. Inni patrzyli ze strachem a kolejny z ciekawością.

Erwin w końcu stanął i zaczął przemowę. Ludzie jednak kręcili głowami na znak że nie mają zdolnych ludzi aby mogli wstąpić do wojska. W kolejnej wiosce było to samo.

Zrezygnowany Kapitan z całą załogą wrócili pod koniec dnia do kwatery. Wszyscy patrzyli na ich z wyrzutem. Tyle im obiecali. A tak naprawdę wrócili z pustymi rękami.

Pod koniec dnia oddział wyszedł na spacer a Kapral z Kapitanem zostali tłumacząc się że mają sprawę do obgadania. Tak naprawdę ani jeden ani drugi wcale tego nie zrobili. Chcieli zostać sami.

Chwilę potem były słychać kroki na zewn ątrz na dziecińcu. To Levi. Wkroczył do stajni. Złapał lejce konia i wskoczył na niego szybko. Obejrzał się za siebie i poklepał konia po szyi po czym podsunął mu jabłko zabrane z kuchni. Przytulił twarz i zaciągnął zapachem. Przypominał mu tak wiele.

Zaraz obok szedł wolno po podwórzu Erwin. Spacerował od jednego miejsca do drugiego, nie okazując przy tym jakiegoś specjalnego zainteresowania. Miał obojętny wyraz twarzy. Po chwili wstąpił do stajni. I w tym samym momencie zobaczył Kaprala. Oparł się o framugę i uśmiechnął pod nosem.

Zerknął w stronę Erwina – Hę? - Przygotowywał się właśnie do jazdy a po wcześniejszych uczuciach do konia nie było ani śladu. Sprawdzał czy siodło zostało dobrze osadzone.

Spojrzał w jego stronę. - Nic. - mruknął i podszedł do jego wierzchowca. Poklepał go po pysku i przeczesał palcami czarną grzywę konia. -  Często tu ostatnio przychodzisz - powiedział cicho

     - A coś w tym złego ze lubię zwierzęta? - odgarnął włosy z czoła. - A może... chcesz ze mną się przejechać?

      Erwin uniósł brew ale po chwili kąciki jego ust podniosły się w lekkim uśmiechu. -  Jasne. podszedł do konia stojącego obok w boksie i osiodłał go. Trwało to chwilę.

Levi wyprostował się i klepnął konia - Rzadko ostatnio rozmawiamy Erwin. Nienawidzę twojego pracoholizmu. A ja? Gdzie ja? - zacisnął usta w wąską linie.

Kapitan westchnął - Nic na to nie poradzę. Rozumiem twoją irytacje ale uwierz mi... mnie też jest ciężko. Ale kiedy przebrniemy przez to wszystko to będziemy już zawsze razem - rozgadał się bardziej niż zwykle i przejechał palcem po jego ramieniu. Spojrzał mu w oczy. Chciał by wiedział co czuł.

Kapral jednak nie patrzył w jego oczy. - Mówisz tak codziennie. To boli wiesz? - pokręcił głową - Jedźmy już. Bo się ściemni niedługo.

Umilkł i wbił wzrok w ścianę stajni. Po chwili złapał za uzdę i wyprowadził wierzchowca na zewnątrz.


(jak są błędy to bardzo przepraszam, w nocy się ciężko piszę ;-; )