Nie wiem czy może to się wam spodobać więc wstawiam tylko kawałek. Ale to jest takie straszne ;-------; Wiem że krótkie ale nie wiem jak się za to zabrać, szczerze. Muszę się wkręcić. Piszcie w komentarzach jeśli chcecie dalej poczytać w takiej formie No Regrets. Bo ja nie wiem ;-;
Nie zdawałem sobie sprawy, że ucieczka przed nim może być tak męcząca. Oglądnął się za siebie. Przed oczami migały mi balkony i jednostki ludzi. Nie dziwiło ich to, że leciałem nad ich głowami, Prychnąłem cicho.
Odwracając głowę, wpadłem, przez okno do pokoju i przeleciałem przez zniszczony pomieszczenie. Obrzydliwie tam śmierdziało. Aż z tego powodu zakręciło mi się w głowie. Chwilę potem znalazłem się po drugiej stronie uliczki. Nabrałem powietrza w płuca. Ulga od smrodu była taka jak cotygodniowa kąpiel w wodzie z rynny.
Pod sobą zobaczyłem jednego ze zwiadowców. Zdziwiłem się, i to dosyć mocno. Przeciąłem mu drogę i oglądnąłem się znowu za siebie.
Nie dawałem za wygraną. Nadal szybowałem w powietrzu. Skupiłem wzrok na jednym jedynym celu.
W pewnej chwili poczułem, jak coś, wali mi się na plecy. To znowu ten pieprzony zwiadowca! Niemal pchnął mnie na stojące na wozie skrzynki.
Upadłem na głowę, co za skutkowało, chwilowym bólem. Moja intuicją nie pozwoliła mi tak pozostać. Wyjąłem nóż zza pazuchy i zaatakowałem. Z ręki blond mężczyzny wypadł jeden miecz.
Ponowiłem atak. Zostałem zablokowany przez drugiego, równie wielkiego mężczyznę.
Jego walka była zdecydowana. Przez to, że był, o wiele silniejszy i większy, zablokował mnie.
Jeden nie odrywał wzroku od drugiego.
- Przestań. - powiedział z powagą blondyn. - Rozejrzyj się.
Zobaczyłem ich. Związanych. Isabel się szarpała. Farlan stał, zamyślony. Trochę nieobecny.
- Puszczaj zdziro! Kurde no! - wrzasnęła.
- Levi! - rym razem Church krzyknął.
Mój wzrok powrócił do zwiadowcy. Byłem wściekły. Jak on mógł?! Jednakże odpuściłem mu. Z mojej ręki wyślizgnęła się broń i spadła na ziemie.
Tym samym mężczyzna puścił moje nadgarstki.
- Szybko oceniasz sytuację — powiedział już z opanowaniem.
Nadal patrzyłem na niego zimnym wzrokiem.
[C.N.D.]
Nie zdawałem sobie sprawy, że ucieczka przed nim może być tak męcząca. Oglądnął się za siebie. Przed oczami migały mi balkony i jednostki ludzi. Nie dziwiło ich to, że leciałem nad ich głowami, Prychnąłem cicho.
Odwracając głowę, wpadłem, przez okno do pokoju i przeleciałem przez zniszczony pomieszczenie. Obrzydliwie tam śmierdziało. Aż z tego powodu zakręciło mi się w głowie. Chwilę potem znalazłem się po drugiej stronie uliczki. Nabrałem powietrza w płuca. Ulga od smrodu była taka jak cotygodniowa kąpiel w wodzie z rynny.
Pod sobą zobaczyłem jednego ze zwiadowców. Zdziwiłem się, i to dosyć mocno. Przeciąłem mu drogę i oglądnąłem się znowu za siebie.
Nie dawałem za wygraną. Nadal szybowałem w powietrzu. Skupiłem wzrok na jednym jedynym celu.
W pewnej chwili poczułem, jak coś, wali mi się na plecy. To znowu ten pieprzony zwiadowca! Niemal pchnął mnie na stojące na wozie skrzynki.
Upadłem na głowę, co za skutkowało, chwilowym bólem. Moja intuicją nie pozwoliła mi tak pozostać. Wyjąłem nóż zza pazuchy i zaatakowałem. Z ręki blond mężczyzny wypadł jeden miecz.
Ponowiłem atak. Zostałem zablokowany przez drugiego, równie wielkiego mężczyznę.
Jego oczy... Niebieskie niczym poranne morze. Ten wzrok. Tonąłem w nim.
Jego walka była zdecydowana. Przez to, że był, o wiele silniejszy i większy, zablokował mnie.
Jeden nie odrywał wzroku od drugiego.
- Przestań. - powiedział z powagą blondyn. - Rozejrzyj się.
Zobaczyłem ich. Związanych. Isabel się szarpała. Farlan stał, zamyślony. Trochę nieobecny.
- Puszczaj zdziro! Kurde no! - wrzasnęła.
- Levi! - rym razem Church krzyknął.
Mój wzrok powrócił do zwiadowcy. Byłem wściekły. Jak on mógł?! Jednakże odpuściłem mu. Z mojej ręki wyślizgnęła się broń i spadła na ziemie.
Tym samym mężczyzna puścił moje nadgarstki.
- Szybko oceniasz sytuację — powiedział już z opanowaniem.
Nadal patrzyłem na niego zimnym wzrokiem.
[C.N.D.]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz