Muzyka :)

sobota, 31 października 2015

One Shot Eruri 5

Kolejny wpis pod wpływem chwili. Nie wiem po co...

Jestem w trakcie pisania opowiadania z Shiro i Neitanem. Tak... Miga mi tylko kursor na pustej kartce... Fajnie ;-;

Mimo że, dotykałem jego skóry, wciąż Go nie czułem. 
Mimo że, myślę o nim, z każdym dniem Go zapominam.

Odwracam głowę a Go tam nie ma.
Czy to koniec? 
A może początek nowego życia. 
Lecz bez niego.

Nie poczuje już jego silnych ramion, ani ciepłego oddechu na karku. 
Została tylko pustka… Znowu.


Kolejny nastał dzień.
A ja nie mogąc unieść głowy, zagryzam wargę do krwi.
Nawet wspomnienia nie są już tak żywe. 
Milion chwil minęło chyba, a może tylko jedna.

Tysiąc myśli mnie dołuje.

Łzy, gniew, okrucieństwo.
Strata, ból i żal.

Czy to początek nowego zła?  





niedziela, 25 października 2015

WRACAM~~

Wybaczcie mi za tak dłuuuuugą nieobecność, problemy z internetem, laptopem i inne czynniki wpłynęły na to wszystko. No ale cóż, nie ma obijania się.

Zaczynam znowu pisać historię Leviego i Erwina, mini opowiadanka i co najważniejsze zacznę pisać opowiadanie, które piszę z Yume-chan, moją bff. Jest to historia osadzona w uniwersum Snk, z naszymi OC jak i z kapralem i innymi bohaterami z mangi. Więcej już wkrótce
:)

Mam nadzieje że jeszcze trochę poczekacie. Przepraszam i dziękuje wam za wyrozumiałość (Mam aż 5 obserwatorów za co serdecznie wam dziękuję <3 )


(zdjęcie z DA buriedInOblivion )

piątek, 31 lipca 2015

One Shot Eruri 5

Pozwoliłam sobie napisać mini shota (wykorzystałam do tego Erwina z mojej stronki. Kocham Cię za to. )

Zapraszam ;-; I idę się pochlastać za to opowiadanie.

***

- Nie płacz Levi... Cokolwiek by się działo, jestem zawsze obok.  A jeśli mnie zabraknie, będziesz walczył za nas dwóch. - Erwin pogłaskał mnie dłonią po policzku. Był taki czuły

A ja wtuliłem się w niego. Mocno. Z całych sił. - Głupku nie ma prawa ciebie zabraknąć!! - niemal mój głos się załamał

- Przyjdzie czas, kiedy zabraknie... Ale spokojnie Levi, zawsze będę obok Ciebie, jeśli tylko zachowasz mnie w sercu... - całuje mnie delikatnie w policzek. Ale mi to nie wystarczyło.

- Jeśli ciebie zabraknie to i mnie zabraknie...  - łkałem plamiąc mu koszulę.

- Nie mów tak Levi.

Widziałem że próbował zachować w sobie spokój.

- Będziesz musiał pokazać swoją siłę. Będziesz musiał...dokończyć mojego dzieła i poprowadzić ludzkość do zwycięstwa.  - kontynuował

Ale ja nie chce bez ciebie, Erwin proszę ciebie... - wtuliłem głowę w jego pierś słuchając serca.

***


niedziela, 28 czerwca 2015

Eren

Nie wiem co to w sumie jest... Kawałek pomieszanych myśli? Chyba tak.

Jest to myśl Erena. (po wczorajszym Watconie widziałam za dużo XD)

Także zapraszam :) (pisane przy https://www.youtube.com/watch?v=tTJnd67Sfvk swoją drogą polecam zespół. Uwielbiam. )

Kolejne ślady! 
To boli, cholera! 
Krew spływa po rękach. Już kolejny raz nadzieja Ludzkości. 
Więcej siniaków. 
Nie mogę zawieść.
Nigdy! 
Służę Wolności! 


piątek, 26 czerwca 2015

No Regrets

Nie wiem czy może to się wam spodobać więc wstawiam tylko kawałek. Ale to jest takie straszne ;-------; Wiem że krótkie ale nie wiem jak się za to zabrać, szczerze. Muszę się wkręcić. Piszcie w komentarzach jeśli chcecie dalej poczytać w takiej formie No Regrets. Bo ja nie wiem ;-;

Nie zdawałem sobie sprawy, że ucieczka przed nim może być tak męcząca. Oglądnął się za siebie. Przed oczami migały mi balkony i jednostki ludzi. Nie dziwiło ich to, że leciałem nad ich głowami, Prychnąłem cicho.

Odwracając głowę, wpadłem, przez okno do pokoju i przeleciałem przez zniszczony pomieszczenie. Obrzydliwie tam śmierdziało. Aż z tego powodu zakręciło mi się w głowie.  Chwilę potem znalazłem się po drugiej stronie uliczki. Nabrałem powietrza w płuca. Ulga od smrodu była taka jak cotygodniowa kąpiel w wodzie z rynny.  

Pod sobą zobaczyłem jednego ze zwiadowców. Zdziwiłem się, i to dosyć mocno. Przeciąłem mu drogę i oglądnąłem się znowu za siebie.

Nie dawałem za wygraną. Nadal szybowałem w powietrzu. Skupiłem wzrok na jednym jedynym celu.

W pewnej chwili poczułem, jak coś, wali mi się na plecy. To znowu ten pieprzony zwiadowca! Niemal pchnął mnie na stojące na wozie skrzynki.

Upadłem na głowę, co za skutkowało, chwilowym bólem. Moja intuicją nie pozwoliła mi tak pozostać. Wyjąłem nóż zza pazuchy i zaatakowałem. Z ręki blond mężczyzny wypadł jeden miecz.
Ponowiłem atak. Zostałem zablokowany przez drugiego, równie wielkiego mężczyznę.
Jego oczy... Niebieskie niczym poranne morze. Ten wzrok. Tonąłem w nim.

Jego walka była zdecydowana. Przez to, że był, o wiele silniejszy i większy, zablokował mnie.
Jeden nie odrywał wzroku od drugiego.

- Przestań. - powiedział z powagą blondyn. - Rozejrzyj się.

Zobaczyłem ich. Związanych. Isabel się szarpała. Farlan stał, zamyślony. Trochę nieobecny.

- Puszczaj zdziro! Kurde no! - wrzasnęła.

- Levi! - rym razem Church krzyknął.

Mój wzrok powrócił do zwiadowcy. Byłem wściekły. Jak on mógł?! Jednakże odpuściłem mu. Z mojej ręki wyślizgnęła się broń i spadła na ziemie.

Tym samym mężczyzna puścił moje nadgarstki.

- Szybko oceniasz sytuację — powiedział już z opanowaniem.

Nadal patrzyłem na niego zimnym wzrokiem.

[C.N.D.]

czwartek, 25 czerwca 2015

One Shot Eruri 4

Smutno mi jak to pisałam. Bardzo. Zapraszam na kolejny shot.
Spoglądał na niego z oddali. Uwielbiał na niego patrzeć. Z rana, kiedy popijał gorzką kawę. Na samą myśl wykrzywiał twarz.

Kochał jego zapach. Zaciągał się nim każdego poranka. Był dla niego jak narkotyk.

Jego skóra, miękka jak jedwab, dotykał go każdego nocy. Czasami parzyła jak rozgrzany węgiel. A czasami przynosiła ulgę.

Ten sam niezmienny wyraz twarzy od tylu lat przyprawiał o ciarki. Zimne oczy. Lodowy wzrok. Chciał go ogrzać, ale nie dał rady.

Już nigdy więcej. Kapral Ackerman odszedł na zawsze. Pozostawił tylko pustkę i martwe ciało.

niedziela, 7 czerwca 2015

One Shot Eruri 3


Mam jakiegoś doła... Cóż... Przynajmniej wena jest ;-; 



Patrzyłem jak łza spływa po policzku Kaprala.
Te krótkie chwile. Miały tak szybko minąć?
Czy to już koniec?
Czy nadeszła ostania godzina?
Mamy się rozstać?
Czy żyć w tej pełnej bólu więzi?


Erwin Smith










sobota, 6 czerwca 2015

One Shot Eruri 2

Czemu by nie napisać kolejnego One Shota. A więc bez zbędnego gadania zapraszam. 


Blond mężczyzna patrzył z niedowierzaniem w oczach.
Nie potrafił opanować gorzkich łez.
Zacisnął dłonie na mieczach.
Ten ból.
I nagła pustka.
Wszystko się skończyło.
Głowa kaprala potoczyła się po polu walki. 
Jedyna nadzieja ludzkości na zawsze pozostanie w Jego sercu.


piątek, 5 czerwca 2015

Jeden z Wielu cz.6

Nie mam na nic czasu, nawet na pisanie. To przykre.

Erwin wpatrywał się w niego dość długo. Jednak nie doczekał się odpowiedzi. Odetchnął głęboko i dokończył to zaczął wcześniej z Levim. Po czym udał się na spoczynek.

Levi w nocy nie mógł zasnąć. Wpatrywał się beznamiętnie w plecy Kapitana. Każdy mięsień rysował się pod skórą. Każdy nawet najmniejszy ruch majestatycznie nimi poruszał.

Przetarł zmęczone oczy. Jednak sen nie nadchodził. Z oddali słyszał dziwne szmery. Skierował wzrok w tamtą stronę. Były to tylko konie.

Usiadł i postanowił chociaż się do czegoś przydać. Zaczął pilnować ich niewielkiego obozu.

Kilka godzin później byli już w połowie drogi do pierwszej wioski. Nim do niej wkroczyli zatrzymali się na pagórku i zjedli posiłek. Marny, bo składał się z suszonego mięsa, czerstwego chleba i wody.

Levi, zresztą jak często jadł w ciszy. To, co wydarzyło się wcześniej... Na samą myśl jego policzki przybierały kolor purpury. Wziął 10 wydechów i otworzył, wcześniej zamknięte oczy.

Rozglądnął się uważnie. Wzrok po chwili zawiesił się na horyzoncie. Patrzył na wschodzące słońce.

Chwilę tę przerwała mu Hanji. Niemal wrzasnęła mu do uszu

- Kurduplu! W co się tak wpatrujesz?

- Nie twój zasrany interes wariatko. – Uniósł się i wyprostował zdrętwiałe mięśnie.

- A właśnie, że mój... Jedziemy na tym samym wozie!

- Ohh... Przykro mi, ale mój zmienił nieoczekiwanie kierunek. – Ruszył się z miejsca tak, aby kobieta nie zdążyła odpowiedzieć.

Erwin obserwował wszystko z boku. Rozmasował bolące skronie i skinął na Hanji. Podążył za Levim prowadząc konia.

***

Wioska, jaką mieli odwiedzić to wznosząca się niedaleko dystryktu Hermina, niewielka osada. Jednak nadzieja pozostawała, że znajdą tam potrzebnych żołnierzy.

Kilka domów, tych pierwszych było opuszczonych. Jednak te dalsze, zamieszkane były w lepszym stanie. Nie odpadała z dachu dachówka. Ściany jako tako w całości. A z kominów unosił się dym. W końcu zbliżała się jesień.

Hanji wbiegła przez pole wprost na pierwsze domostwa. Kilka kur i kogutów rozbiegło się po całym terenie. Nie było ich wiele ale zdolne były chodź trochę wyżywić mieszkańców.
Z oddali było słychać szczekanie psów. Alarmowały swoich właścicieli że mają niespodziewanych gości.

Jak na ostanie dni lata nadal było ciepło, na drzewach w pełni rozkwitu przeróżne kwiaty witały ich swoim zapachem,. Wszystko tak spokojnie wyglądało. Z oddali słychać było szum wody.
Levi szedł nie daleko Hanji. Obserwował ją uważnie aby nie zrobiła nic głupiego. Położył ręce na mieczach w gotowości.

Po chwili już byli w połowie drogi. Naprzeciw wychodzili im ludzie ciekawi co się dzieje. Inni patrzyli ze strachem a kolejny z ciekawością.

Erwin w końcu stanął i zaczął przemowę. Ludzie jednak kręcili głowami na znak że nie mają zdolnych ludzi aby mogli wstąpić do wojska. W kolejnej wiosce było to samo.

Zrezygnowany Kapitan z całą załogą wrócili pod koniec dnia do kwatery. Wszyscy patrzyli na ich z wyrzutem. Tyle im obiecali. A tak naprawdę wrócili z pustymi rękami.

Pod koniec dnia oddział wyszedł na spacer a Kapral z Kapitanem zostali tłumacząc się że mają sprawę do obgadania. Tak naprawdę ani jeden ani drugi wcale tego nie zrobili. Chcieli zostać sami.

Chwilę potem były słychać kroki na zewn ątrz na dziecińcu. To Levi. Wkroczył do stajni. Złapał lejce konia i wskoczył na niego szybko. Obejrzał się za siebie i poklepał konia po szyi po czym podsunął mu jabłko zabrane z kuchni. Przytulił twarz i zaciągnął zapachem. Przypominał mu tak wiele.

Zaraz obok szedł wolno po podwórzu Erwin. Spacerował od jednego miejsca do drugiego, nie okazując przy tym jakiegoś specjalnego zainteresowania. Miał obojętny wyraz twarzy. Po chwili wstąpił do stajni. I w tym samym momencie zobaczył Kaprala. Oparł się o framugę i uśmiechnął pod nosem.

Zerknął w stronę Erwina – Hę? - Przygotowywał się właśnie do jazdy a po wcześniejszych uczuciach do konia nie było ani śladu. Sprawdzał czy siodło zostało dobrze osadzone.

Spojrzał w jego stronę. - Nic. - mruknął i podszedł do jego wierzchowca. Poklepał go po pysku i przeczesał palcami czarną grzywę konia. -  Często tu ostatnio przychodzisz - powiedział cicho

     - A coś w tym złego ze lubię zwierzęta? - odgarnął włosy z czoła. - A może... chcesz ze mną się przejechać?

      Erwin uniósł brew ale po chwili kąciki jego ust podniosły się w lekkim uśmiechu. -  Jasne. podszedł do konia stojącego obok w boksie i osiodłał go. Trwało to chwilę.

Levi wyprostował się i klepnął konia - Rzadko ostatnio rozmawiamy Erwin. Nienawidzę twojego pracoholizmu. A ja? Gdzie ja? - zacisnął usta w wąską linie.

Kapitan westchnął - Nic na to nie poradzę. Rozumiem twoją irytacje ale uwierz mi... mnie też jest ciężko. Ale kiedy przebrniemy przez to wszystko to będziemy już zawsze razem - rozgadał się bardziej niż zwykle i przejechał palcem po jego ramieniu. Spojrzał mu w oczy. Chciał by wiedział co czuł.

Kapral jednak nie patrzył w jego oczy. - Mówisz tak codziennie. To boli wiesz? - pokręcił głową - Jedźmy już. Bo się ściemni niedługo.

Umilkł i wbił wzrok w ścianę stajni. Po chwili złapał za uzdę i wyprowadził wierzchowca na zewnątrz.


(jak są błędy to bardzo przepraszam, w nocy się ciężko piszę ;-; ) 

wtorek, 5 maja 2015

Mini Ereri XD

   W blasku słońca leżało dwoje ludzi. Patrzyli w niebo pełne gwiazd. Ich ręce splatały się w delikatnym uścisku.
   Eren spoglądał kątem oka na kaprala.
   - Coś się stało Yeager?
Eren został niemalże wyrwany z zamyślenia
   - A...e... n-nie Heichou.
   Levi wydał tylko niewyraźny pomruk i przekręcił się na drugi bok.
   Obydwoje leżeli na kocu. W powietrzu unosił się zapach świeżej trawy mieszającej się z kwiatami.
   Niedaleko nich latały piękne błękitne motyle mieniące się w słońcu. Przysiadały na kwiatach i spijały nektar.
   Eren wpatrywał się w Leviego. A kapral był tego świadomy.
   - Gapisz się na moje plecy? - zapytał ze spokojem.
   - Wiesz kapralu... Ja... - nagle wstał i jednym ruchem owinął go kocem. Obrócił ku sobie i popatrzył w jego oczy
   Kapral lekko już zdenerwowany, westchnął ciężko.
   - Czemu mnie zwijasz w kokon Yeager?
   - Bo wciąż wierzę kapralu, że przepoczwarzysz się w pięknego motyla.
THE END



(Ostanie dwa zdania nie są moje, wymyśliła to Kato-chan więc ja tylko napisałam do tego maluśkiego Shota xD) 

poniedziałek, 4 maja 2015

Gomene ;--;

Przepraszam was wszystkich. Bardzo. ;-; nie mam za bardzo obecnie warunków do wstawiania kolejnych rozdziałów. Popsuty laptop, utracone opowiadanie, brak internetu. Może cos mi sie uda niedługo wstawić. I będzie to shot świerzo napisany. Ereri (ta... mówi to ta która nienawidzi Ereri xD ale sie napaliła i wyszło magicznie *-*)

Jeszcze raz przepraszam T.T

piątek, 27 marca 2015

One-Shot

A oto one-shot na przeprosin mam nadzieje że wam się spodoba (płakałam jak to pisałam XD)


Byłeś tylko chwilą, westchnieniem 
żywota twojego cieniem... 


   Na placu panowała grobowa cisza. Co jakiś czas słychać było ciche westchnięcie żandarma. Znudzony zaczął się przechadzać w tą i z powrotem.
   Kilka wron przeleciało, po czym wylądowało nieopodal. Jedna z nich wydała nieprzyjemny dla ucha skrzek.
   Pośrodku wyznaczonego miejsca stało dwoje skutych ludzi. Wpatrywali się w niebo.
   Mniejszy spojrzał ukradkiem na większego, ale po chwili jego wzrok znowu spoczął na bezchmurnym nieboskłonie. Zacisnął dłonie na tyle na, ile pozwalały mu zakute ręce.
   Drugi, blondyn uśmiechnął się beznamiętnie.
   - Levi... Przepraszam...
   - Ale to nie twoja wina Erwin... - odparł sucho Kapral. - Nie twoja...
    Kapitan a właściwie były nie drążył więcej tematu, bo i tak wiedział, że będzie to bezskuteczne. Przełknął ślinę. Jego wspomnienia swobodnie krążyły po umyśle. Pamiętał wspólnie spędzone chwile z Levim.
   Te nocne rozmowy do rana.
   Te namiętne poranki.
   Masę spacerów na łąki.

...tylko wspomnienie zostawiłeś 
wiem, naprawdę tu byłeś.... 

   Wszystko wydawało się tak odległe jakby było to kilkanaście lat temu. Lecz minął ledwie tydzień.
    Chwilę potem na miejsce dotarł Nile Dok. Surowy wyraz twarzy wykazywał, że dziś nie dopisywał mu humor. Stukot jego butów rozlegał się co jakiś czas na placu. Stanął obok swojego podwładnego i podiął z, nim rozmowę.
   - Levi wiesz, że to mogą być nasze ostanie wspólne chwilę... - szepnął Erwin na tyle cicho aby Kapitan Żandarmów nie usłyszał go.
   - Tch... Zamknij się Erwin... - jak zawsze grobowa mina Leviego I w tym momencie nie zmieniła swojego wyrazu.
   Kapralowi było niewygodnie. Już od godziny stali w niemiłosiernym skwarze. Pot spływał mu po plecach a kosmyki włosów przylepiały się do spoconego czoła. Wiedział też, że nie pachnie za dobrze. Zresztą Erwin był w nielepszym stanie.
   Przecież spędzili cały tydzień w lochach. Bez dostępu do bieżącej wody i czystych ubrań. Jedynie co dostawali to wodę do picia i jedzenie, ale jednak bądź co bądź w ograniczonych porcjach.
Nie mieli wspólnej celi. Były one na przeciw siebie. Tak aby jeszcze bardziej cierpieli. Wtedy też pierwszy raz Levi uronił łzę. Nie mógł znieść myśli, że już za kilka dni to wszystko zostanie zakończone.
   W nocy prawie nie spał. Targały, nim tak silne emocje, że nie portrafił wytrzymać tego wszystkiego.
   - Levi? - zaczął Erwin.
   - Czego? - odburknął.
   - Płaczesz?
   Kapral się zawahał. Nie wiedział co powiedzieć. Zerknął kątem oka z pryczy na kochanka. Zacisnął usta i oczy. Musiał to zahamować.
   - Nie. - skłamał sucho.
   - Heh... - zaśmiał się gorzko Erwin – Kłamiesz... - przekręcił się na drugi bok
   Wspomnienie to uderzyło w Leviego ze zdwojoną siłą. Wyciągnął rękę w górę, ale się zawahał. Chciał uścisnąć dłoń Erwina, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Lecz nie dane mu było go okłamywać

...lecz chwila ta zbyt krótka... 

   Powoli dookoła zaczęli się zbierać ludzie. Chcieli zobaczyć cóż za wydarzenie dzieje się blisko ich domów.
   Gdy dostrzegli Kaprala i Kapitana w zbiorowisku przebiegł szmer. Zaskoczenie na twarzach malowało sie u każdego mieszkańca miasta. Niedowierzanie i strach przed najgorszym.
   Przed Levim I Erwinem stała szubienica. Przygotowane dwa grube sznury kołysały się.
   - Ponure zakończenie, nie Levi?
Levi puścił mimochodem tą uwagę. Wpatrywał się w Nile'a, który zmierzał w ich stronę.
Kapitan Żandarmów stanął na przeciw nich i odchrząknął
   - Zgromadzenie to służy ogłoszeniu wyroku w sprawie zatajenia ważnych informacji o Tytanach prze byłego Kapitana Zwiadowców Erwina Smitha, a także byłego Kaprala Leviego Ackermana za dopuszczenie się czynu karalnego jakim jest współudział. Oskarżeni nie sprawiali problemów w doprowadzenie na miejsce rozprawy jak i wyroku. - na palcu zapanowała cisza. Po chwili Nile podiął dalej monolog – Macie prawo do ustaniego czynu.
   Erwin odwrócił się do Leviego. Patrzył na mężczyznę ze ściśniętym sercem. Wiedział, że jest gotowy na karę.
   W jednej chwili pochylił się nad, nim i złożył na jego ustach namiętny i długi pocałunek. Pragnął aby ta chwila trwała wiecznie. Już nigdy się nie skończyła.
Kapral nie wiedział co ma poczynić, więc najzwyczajniej oddał pocałunek. Z oczu popłynęły duże łzy. Nie chciał takiego losu. Co chwila kapały na drewniane podłoże
  - Jestem, gotowy... - szepnął Levi – A ty?
  - Ja też. - kiwnął Erwin I ruszyli ku miejscu, gdzie miała zostać wykonana kara.

...chwila, która żyła krótko 
gdzieś uleciała w smutku... 

   Dwoje Żandarmów zawiesiło na szyjach kochanków sznury.
   - Kocham cię Erwin.
   - A ja ciebie Levi. - odszepnął były Kapitan bezgłośnie.
   Mężczyzna stojący przy dźwigni od zapadni uruchomił ją.
   Ostanie spotkanie oczu dwojga ludzi, którzy się kochali
   Ostanie łzy wypłakane.
   Odstani oddech.
   Gdy ciała zawisły bezwładnie wrony odleciały przerywając cisze panującą w tłumie. Wzbiły się w niebo odlatując daleko.

...przepadłeś w nicość 
Zostawiłeś niespełnioną miłość. 

Jeden z Wielu cz.5

Po dość dłuuu...uuuuugiej przerwie powracam z kolejnym rozdziałem. Nie przedłużając już moich bezsensu wywodów zapraszam >..< (jako że mnie tak długo nie było postanowiłam wstawić jeszcze dziś one-shota)

    Przesunął po jego plecach delikatnie ręką.
   - Chcesz tego? - ponowił pytanie. Było bardziej stanowcze niż wcześniej.
    Levi zadygotał. Aż tak ciało go zdradzało. Zamknął oczy. Nie znał od takiej strony Kapitana.       Zawsze czuł do niego respekt. Nie wiedział czy słusznie.
    Z każdej strony słychać było grające świerszcze. Przyjemny dźwięk wypełniał przestrzeń. Natura powoli budziła się z zimowego snu. Zapach świeżej trawy wypełniał nozdrza obojga. Nieopodal zaczęły wyrastać przebiśniegi i krokusy.
   - E, ..Erwin nie wygaduj takich głupot. - zacisnął zęby czując jego ręce na swoich lędźwiach.     Było to dziwne doznanie, bo nikt nigdy go tam nie dotykał.
   - Głupot? - ewidentnie droczył się z, nim. Pochylił się i musnął jego szyje ciepłym oddechem.     Znowu poczuł jak reaguje. Chwilę potem ugryzł delikatnie kochanka w szyję.
    Levi nic nie mówiąc po prostu oddał się pieszczotą. Ach jak było mu dobrze w jego ramionach. Zapominał o troskach. Codziennych problemach.
    - Erwin? - szepnął
    - Słucham - szepnął do jego ucha delikatnie podgryzając chrząstkę.
    - Ch...chce... Te...go – wysapał. Nie potrafił mu odmówić. Nigdy. Pragnął aby i jemu było dobrze i Erwinowi.
     Słysząc to blondyn pchnął go na miękką trawę jak puch i zawisł nad, nim. Odgarnął delikatnie włosy ze spoconego czoła. Uśmiechnął się nieznacznie, po czym pocałował namiętnie. Nie chcąc czekać wsunął w jego usta język.
     W Levim aż się zagotowało. To uczucie. Jakby ktoś przykładał do ust rozpalony węgiel. Powoli stało się to przyjemniejsze chodź nadal paliło. Dotykał delikatnie karku Erwina. Chciał w takim razie więcej.
     Kapitan chwycił za jego koszule i niemal zdarł ją z niego razem z pasami i żabotem. Potem zabrał się za spodnie. Płynnymi ruchami zsuwał resztki ubrań.
     - A ty? Będę świecił przed tobą golizną? - na czole kaprala pojawiła się niewielka zmarszczka.      Wyglądało to uroczo.
     - Spokojnie. - zaśmiał się – A co chcesz przejąć inicjatywę?
     - Nie... - odburkną. Patrzył jak Erwin się rozbiera. Mięśnie blondyna poruszały się z każdym, przesunięciem. Był to niesamowity widok. Demonstrujący siłę kapitana. Kątem oka sprawdził czy żadne wścibskie oczy ich nie obserwują.
     - Levi jesteś tu niczego sobie – skinął głową na jego erekcję. Na ustach igrał grzeszny uśmiech.
     - Zamknij twarz Erwin. - warknął na niego i zasłonił poliki na których pojawiły się głębokie rumieniece.
     - Hoho... - zakrył uśmiech i złapał za jego członka, na co kapral zareagował jęknięciem. Powoli, acz delikatnie zaczął masować męskość Kaprala.
     - H..a.. - wydał niekontrolowany dźwięk. Lekko odchylił się do tyłu.
     Erwin złapał go pod udami i uniósł je tak aby mieć lepszy dostęp do jego krocza. Przyśpieszył ruch ręką. Drugą zaczął masować wejście.
     Co jakiś czas było słychać ciche jęki kaprala. Złapał Kapitana na wysokości ramion i uniósł się. Po jego plecach płynęły stróżki potu. Było mu na zmianę zimno i gorąco.
     - Wolniej... - szepnął do ucha większego.
     - A co, jeśli nie – ujął płatek ucha, Leviego i pociągnął mocno – Nie lubię się słuchać a zwłaszcza Ciebie. - dotknął nabrzmiałego sutka kaprala – Jakiś ty tu delikatny. Mmm...
     - W..wcale nie... - wysapał. Czuł jak duże dłonie wędrowały cały czas po jego ciele. Dotykał go raz tu raz tam. Robił malinki na szyi barkach i obojczykach.
Erwin po dłuższej chwili pieszczot wsunął powoli w niego jeden palec.
     - Levi rozluźnij się... Już... - chuchnął mu w małżowinę uszną. Czuł jak jego palec wchodził w kaprala gładziej. Poruszył, nim.
       Gdy był dostatecznie rozciągnięty a w sobie miał 3 palce zamienił je na swojego członka. Wszedł się w niego szybko niemal uderzając.
       Levi pisnął. Lecz został on zduszony namiętnym i mocnym pocałunkiem. Oddał go nie chcąc zostać dłużnym. Czuł że, Erwin poruszał się coraz szybciej i rytmiczniej sprawiając sobie i jemu przyjemność. Złapał go mocniej za ramiona, po czym przyparł do ziemi. Zaczął sapać i jęczeć do ucha kaprala co potęgowało doznania.
    - Kocham cię... Zawsze będę kochał. - szepnął do ucha bruneta. Wszedł jeszcze głębiej do granic możliwości. Podgryzał skórę na karku. - Moja miłość dozgonna... - przytulił go mocno do swojego ciała.
      Levi ujął jego policzki i spojrzał się w oczy tak niebieskie, jak morze, o którym, marzył od dziecka.
    - Nigdy się nie wypali... - dokończył Kapitan.
    - Nie mów tak. Przecież każdy z nas... nawet ja... - czuł się, jak debil. Jego uczucia niemal wypływały z niego
    - Levi ja ci nie pozwolę umrzeć. Oddam za ciebie życie.